Długowieczność to nie kwestia diety i sportu?!

Aktualizacja: 13 wrz 2020


90-letni Winston Churchill zapytany o receptę na długowieczność miał powiedzieć: "Po pierwsze, żadnego sportu". Wygląda na to, że miał rację.



Psycholog Susan Pinker w książce "Efekt wioski" pisze o tym, że sekret długowieczności leży zupełnie gdzie indziej niż dotychczas nam sugerowano.

Pinker uważa, że ci, którzy mają wielu przyjaciół i utrzymują bliskie relacje z przyjaciółmi, żyją średnio o 15 lat dłużej niż samotnicy. Podobną zależność można zauważyć również z chorobą starczą jaką jest demencja. Rzadziej dotyka tych, którzy mają rozbudowane sieci kontaktów.


Sekret długowieczności


Psycholog powołuje się na badania z udziałem blisko 3 tys. duńskich bliźniąt urodzonych pod koniec ub. wieku, które wykazały, że geny odpowiadają za długowieczność najwyżej w 25 proc. Zdaniem badaczy sekret dożywania późnej starości tkwi w więziach i zwyczajach społecznych, nazywanych przez nich efektem wioski. Podkreśla, że nie trzeba wcale żyć poza miastem, ale mieć wokół siebie ludzi, tworzących intymną atmosferę wsi, społeczność.


W książce opisuje przykład Sardynii, wyspy należącej do Włoch, na której od lat można zaobserwować ponadprzeciętną długość życia jej mieszkańców.


Sardynia nie jest żadnym mistycznym Shangri-La. Mieszkańcy nie zawdzięczają nadzwyczaj długiego życia spożywaniu lokalnego czerwonego wina lub uprawianych w ogródkach pomidorów śliwkowych.I chociaż zawarty w winie resweratrol też pewnie robi swoje, stałe i bezpośrednie relacje towarzyskie mieszkańców z osobami, które ich znają i kochają, mają większe znaczenie niż jakiekolwiek spożywane wraz z zawartością talerzy lub kieliszków - czytamy w książce "Efekt wioski".

Samotni żyją krócej?


Autorka książki twierdzi, że kapitał społeczny - czyli nasze powiązania z przyjaciółmi, sąsiadami i współpracownikami - lepiej niż zasobność portfela pozwala przewidzieć, kto umrze. Jako dowód przytacza badania z 2003 roku przeprowadzone wśród 350 lokalnych społeczności w Chicago. Epidemiolodzy z Uniwersytetu Harvarda stwierdzili, że im wyższy kapitał społeczny, tym niższa umieralność, zarówno z powodu brutalnych przestępstw, jak i chorób serca. Korzyści z utrzymywania bliskich więzi mają też swoje fizjologiczne uzasadnienie mianowicie oksytocyna i wazopresyna - dwa neuropeptydy wydzielane do krwiobiegu, gdy nawiązujemy i utrzymujemy wartościowe relacje z ludźmi - przyczyniają się do obniżania poziomu stresu i szybszego gojenia ran. Wiele eksperymentów na zwierzętach wykazało, że oksytocyna podnosi odporność i przyspiesza powrót do zdrowia, a dostępnych jest coraz więcej danych sugerujących, że podobnie działa ona także na ludzi.


Co najbardziej obniża ryzyko zgonu?


Znaczenie więzi społecznych podkreśliły też badania Julianne Holt-Lunstad z 2010 roku. Razem ze współpracownikami przyjrzała się badaniom relacji i umieralności 309 tys. Osób, co zajęło 7,5 roku. Z badań jasno wynika, że interakcje społeczne, przynależność do społeczeństwa, udzielanie się społecznie sprzyja obniżeniu ryzyka zgonu. W uproszczeniu, ludzie, którzy czują się komuś potrzebni, mają cel i pasję na ostatniej prostej swojego życia, mogą żyć dłużej niż samotnicy nie widzący sensu w dalszej egzystencji.



Kasia Skowrończyk
źródło: "Efekt wioski"