Dlaczego warto być szczupłą?

Żyjemy w bardzo świadomych czasach. Wiemy dużo o swoim ciele. Mamy świadomość tego, jakie czynniki środowiskowe i toksyczne nam szkodzą. Nasza wiedza o tym, jak żyć długo i w zdrowiu jeszcze nigdy w historii świata nie była tak wielka, jak w XXI wieku.



Przenieśmy się zatem wiele lat wstecz i zobaczmy, jak kiedyś wyglądała Europa? Średniowiecze to okres, w którym nadwaga i otyłość są nie tylko symbolami bogactwa i dostatku, ale uważa się je też za równoważniki piękna. W XVI wieku symbolem powodzenia są uwiecznione na obrazach kobiece ciała, do dziś znane jako „rubensowskie kształty”. XVII wiek nie zmienia postrzegania piękna i wciąż nadmiar jest niezwykle pożądany. Obżarstwo trwa w najlepsze, aż do 1897 roku, kiedy to Ducksworth jako pierwszy zwrócił uwagę na korelację otyłości z powstawaniem cukrzycy i dny moczanowej. Rozpoczęło to żarliwą, trwającą do dziś dyskusję prowadzoną przez badaczy.


Całkowite odwrócenie tego trendu nastąpiło dokładnie 100 lat temu, kiedy w latach 20 ubiegłego wieku ideałem stała się chuda, płaska, pozbawiona bioder chłopczyca. Jest ona prekursorką współczesnej kobiety - silnej i niezależnej. Szczupłość staje się symbolem seksu, wolności i sukcesu w męskim świecie. Brzmi bardzo współcześnie, prawda?


Następne sto lat jest poletkiem do popisu naukowców i badaczy oraz mnożących się jak grzyby po deszczu szarlatanów, obiecujących szybkie efekty odchudzające. Niektóre z nich, jak chociażby popularna w latach 50. Dieta Hollywood była promowana przez Elizabeth Tylor i Marylin Monroe. Te pierwsze fit-influenserki propagowały dietę 650 kalorii. Pamiętacie słynną scenę filmu „Requiem dla snu”, kiedy matka głównego bohatera zjadała grapefruita na śniadanie i finalnie doprowadziło ją to do zapaści psychicznej? Właśnie taka była wiedza dietetyczna w latach 50 i 60.


W 2021 roku wiedza, określana ją jako „zdrowotna” jest ogromna i dostępna dla każdego. Dlatego mając w zasięgu ręki ów skarbnicę wiedzy, należy zadać sobie pytanie: „dlaczego zatem robimy coś, o czym wiemy, że szkodzi naszemu zdrowiu?”. I drugie pytanie: „Dlaczego nie podejmujemy czynności, o których wiemy, że wydłużą nam życie i poprawią zdrowie?”


Skoro to wszystko wiesz, wiesz też że otyłość to choroba, nadmiar jedzenia jest szkodliwy a ruch to zdrowie. Dlatego nie będę cię przekonywać do zmiany nawyków, rzucając jak karabin sztampowymi i oklepanymi argumentami. Poznaj trzy powody, dla których warto być szczupłą, a być może nie słyszałaś lub nie myślałaś o nich wcześniej.


Ratujesz planetę


Nadmierna konsumpcja w ujęciu ogólnym doprowadza ciało człowieka do dewastacji. Niekontrolowany wzrost wagi, kiedy już przerodzi się w otyłość (nie mylić z nadwagą, bo to inny temat), może prowadzić do około 100 różnych chorób. Zaczynając od cukrzycy, przez choroby układu krążenia, aż po nowotwory. Niestety, ryzyko wynikające z nadmiarowych kilogramów są przez nasz mózg traktowane podobnie jak ryzyko związane z paleniem. Dla tego organu to przyjemność, więc ryzyko znikome. A i przecież to inni chorują, a nie ja. W końcu „to problem, który mnie nie dotyczy”.


Pójdźmy innym tropem i pozwól, że spytam: Czy masz na sercu dobro naszej planety i jej problemy z procesami cieplarnianymi, które prowadzą do nieuniknionych zmian klimatycznych? Ciekawy problem pojawił się na łamach „Obesity Social”. Autorzy omawianych tam badań zauważyli, że otyłość może oddziaływać na środowisko, przyczyniając się do zwiększonej emisji CO2. Okazuje się, że ludzie otyli emitują o 20% więcej dwutlenku węgla, niż ich szczupli rówieśnicy. Na tą wartość ma wpływ kilka różnych czynników: nad konsumpcja kalorii oraz intensywniejsze korzystanie ze środków transportu, które są napędzane paliwami kopalnianymi. Badacze dowiedli, że globalna otyłość przyczynia się do wyemitowania do środowiska dodatkowych 700 megaton CO2 rocznie. Daje to 1,6% całej objętości dwutlenku węgla, jaki człowiek emituje do środowiska.


Z drugiej strony medalu, nie można mówić, że tylko ludzie otyli dewastują planetę. Sam sport też to robi. Policzono, że samych tylko 20 piłkarzy nominowanych do złotej piłki w 2019 roku było odpowiedzialnych za wytworzenie 505 ton emisji dwutlenku węgla. W tym miejscu drogie panie moja gorąca prośba - nie wyłączajcie swoim mężczyznom meczów Ligi Mistrzów. Jeszcze za wcześnie na tak radykalne kroki.


Ratujesz bliskich


Można nie myśleć o sobie, ale zawsze warto pomyśleć o swoich najbliższych, rodzinie i przyjaciołach. Nie zapominając przy tym szczególnie o partnerze życiowym. Dobrą dekadę temu w New England Journal of Medicine pojawiło się badanie o charakterze socjologiczno - zdrowotnym. W latach 1971-2003 zbierano dane o 12067 osobach, sprawdzając, jak zmienia się wartość ich BMI. Na podstawie tych badań naukowcy doszli do szokującego wniosku - bliższe relacje z osobą otyłą sprawią, że w końcu i ty staniesz się otyłą. Co więcej, pozostając w intymnej relacji z osobą z nadwagą masz 37% szans, że twoje BMI również wzrośnie. Ale nie tylko partner sprawia, że tyjemy. Posiadanie otyłego rodzeństwa zwiększa ryzyko wzrostu wagi o 40%. Natomiast jeśli twój najlepszy przyjaciel czy przyjaciółka jest zbyt ciężka, ryzyko, że i tobie wzrośnie waga wynosi aż 57%.


Dlaczego tak się dzieje? Już nasi protoplaści wieścili „z kim przestajesz, takim się stajesz”, oraz „kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one”. Nie wspominając już o „ciągnie swój do swego”, czy też „jedna owca parszywa całe stado zarazi”. Innymi słowy, wchodząc w relację z osobą lub grupą osób, przejmujesz ich nawyki. Nie wchodząc zbyt głęboko w socjologię, pozostanę przy powierzchownych nawykach żywieniowych i ruchowych. Jeśli przyjaźnisz się z kimś kto biega, ćwiczy w siłowni, gra w squasha albo namiętnie wędruje po górskich szlakach, prawdopodobnie też spróbujesz mu w tych aktywnościach towarzyszyć. Z kolei dla osób otyłych podobne aktywności nie będą raczej pierwszymi, kiedy przyjdzie do wyboru jak spędzić wolny czas. Tutaj najprędzej przychodzą na myśl biesiady przy wspólnym stole. Czynność kusząca, a mówią, że od przybytku głowa nie boli. Głowa nie, ale przeciążone stawy już mogą.


Dlatego, jeśli troszczysz się o swoich bliskich, dbasz o partnera i przyjaciółki, zmiana twoich nawyków najprawdopodobniej sprawi, że i oni zmienią swoje, chcąc się do ciebie upodobnić. Dotyczy to zarówno nawyków żywieniowych (rezygnacja z przekąsek, lepsze wybory konkretnych posiłków) jak i treningowych. Jeśli ty zaczniesz ćwiczyć w siłowni, truchtać albo spacerować z kijami, prawdopodobnie zarazisz tym swoje najbliższe towarzystwo. Przynajmniej masz na to od 37% do 57% szans.


Ratujesz budżet


Z budżet skarbu państwa nigdy się nie wylewało. Żyjemy w kraju, który wciąż się zadłuża a służba zdrowia jest permanentnie niedofinansowana i przepracowana. Każde nasze działanie jako społeczeństwa może mieć wpływ na wiele elementów wspólnego dobrostanu. Mogłoby się wydawać, że sama jednostka nie ma sprawczości na coś tak monumentalnego w wyobrażeniu jak budżet służby zdrowia. Jednak jeśli takich jednostek zbierzemy w skali całej populacji więcej, wpływ ten staje się znaczący.


Przypominając, że co drugi i co druga z nas ma nadwagę lub otyłość, faktem jest, że leczenie otyłości w Polsce kosztuje 3 miliardy złotych. Ponieważ to zbyt duża kwota, którą ciężko sobie wyobrazić, podzielmy ją. Dziennie to 8 milionów 200 tysięcy złotych. Roczny koszt utrzymania szkoły to 2,5 miliona. Schronisko utrzymujące 400 zwierząt pochłania 360 tysięcy złotych. To oznacza, że gdyby znikła otyłość, można byłoby przesunąć środki tak, aby dofinansować i utrzymać roczną działalność 3. szkół lub 23. schronisk. Dziennie. A tak okazuje się, że otyłość i jej powikłania są przyczyną 25% hospitalizacji. Koszty opieki osoby z nadwagą i otyłością są o 44% wyższe w porównaniu ze szczupłymi osobnikami. Leczenie otyłości i jej powikłań pochłania 21% budżetu służby zdrowia.


Wyobraźmy sobie teraz, jak miłym byłoby wejść do wyposażonego, nowego szpitala i zostać obsłużonym przez personel, bez widocznych podkrążonych oczu, witającym z uśmiechem na ustach pacjentów. Wiem, idylla. Ale czy ta wizja jest aż tak nierealna?


Ratuj… siebie?


Niewiele w życiu bardziej mnie nie ucieszyło, niż filozofia firmy Dove, zrywająca z wizerunkiem nierealnego ideału pań, mrugającego do nas z ekranu. Popieram celebrytki wrzucające zdjęcia, podpisane hasztagiem #nomakeup i #nofilter. Oczywiście, jeśli naprawdę pokazują to, jak w rzeczywistości wyglądają. Należy jak najszybciej zerwać z przestarzałym i krzywdzącym wytworem marketingu, jakim jest epatujący ideałem wizerunek ciała. Ponad wszelką miarę udowodniono, jak bardzo jest to szkodliwe.


Ale nie można zapomnieć o tym, że w życiu bardzo pożądaną cechą powinno być umiarkowanie. Umiejętność odłożenia w czasie nagrody i świadomość korelacji między masą ciała, ilością spożywanych kalorii a długością i jakością życia. Nie czepiam się kontentowania własnego wyglądu, w końcu kobiece kształty są piękne i najpiękniejszym uczuciem jakim można się obdarzyć w życiu, jest samozadowolenie i świadoma akceptacja swoich niedoskonałości. Ale kiedy uświadomisz sobie, że otyłość zabierze 10 lat twojego życia, bo tak wynika z badań i ukradnie ci czas, w którym można zrobić przecież tak wiele wspaniałych rzeczy i spędzić tyle cudownych chwil. Więc może teraz warto byłoby się zastanowić dla kogo zmienisz swoje nawyki? Dla planety, bliskich, kraju czy dla siebie?


źródło: materiały prasowe
autor: Szymon Moszny
www.szymonmoszny.pl