Dramatyczna sytuacja sportowców. Mocne słowa Michała Haratyka | wideo


Właśnie buduję rzutnię za domem. Mam zatem trochę załatwiania różnych rzeczy. Tak upływa mi czas - przyznał w rozmowie z Onet Sport Michał Haratyk, mistrz Europy - ze stadionu i z hali - a także rekordzista Polski w pchnięciu kulą. Po wybuchu pandemii koronawirusa COVID-19 sportowcy w naszym kraju są pozostawieni sami sobie. - Zamknęli nam nasze miejsca pracy. Trudno. Po to się jednak zarabia, żeby te pieniądze potem wydawać - dodał.



Kulomiot z Kiczyc w ubiegłym roku został rekordzistą Polski w pchnięciu kulą, uzyskując 22,32 m. Wywalczył też tytuł halowego mistrza Europy. Dwa lata temu został najlepszym kulomiotem Starego Kontynentu na Stadionie Olimpijskim w Berlinie. Nie wyszły mu jednak ostatnie mistrzostwa świata w Dosze. Tam przepadł w eliminacjach, zajmując 16. miejsce. Stracił sponsora, którym była firma Energa.


Tak naprawdę to nie było wsparcie. To była umowa zlecenie. Płacili mi za reklamę tej firmy. Nie przedłużyli ze mną umowy, bo nie jestem medialny. Takie mają prawo - powiedział Haratyk.

Na razie rozkręca się z treningiem. Na siłowni ćwiczy co drugi-trzeci dzień.

- Siłownię już zrobiłem, a teraz zabrałem się za rzutnię. Na tę pierwszą poszło trochę pieniędzy. Wydałem ponad 20 tysięcy złotych. Świetnie być sportowcem w tych czasach. Szczególnie, jeśli trzeba sobie wszystko samemu zapewnić. W sumie taka siłownia to nie jest głupi pomysł, bo ona zostanie już na lata - mówi.



Sportowcy znajdują się teraz w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nie mogą trenować w ośrodkach, które są do tego przeznaczone. Haratyk zauważa, że nie mają też zbytniej pomocy ze strony ministerstwa.

- Ja przynajmniej nic o takiej nie wiem. Na szczęście zarobiłem trochę w sporcie, więc mogę teraz w siebie inwestować, ale w znacznie gorszej sytuacji są ci, którzy dopiero są na dorobku w sporcie. Oni są udupieni - zauważył Haratyk, który nie szczędzi słów krytyki skierowanej do rządzących.

"Jak patrzę jak funkcjonuje rząd, to nie mam złudzeń. Nie muszą mi nic dawać, wystarczy, że zwolnią mnie z podatku. To byłby prawdziwy hit i pomoc, gdyby chociaż nie zabierali" - mówił nasz kulomiot w rozmowie ze "Sportem".


Zdaniem Haratyka za późno został też wprowadzony w naszym kraju taki rygor, jak obecnie.

- Trzeba było to zrobić znacznie wcześniej, a sportowców zgrupować w Centralnych Ośrodkach Przygotowań. Tymczasem wszyscy odcięli się od nas sportowców i zostawili nas. Mamy sobie sami radzić, a przecież to nasza praca. Żadnego kontaktu. Miałem tylko jeden telefon od szefa szkolenia w związku, który powiedział, że może COS ruszy o świętach. Są jednak kraje, gdzie sportowcy trenują w ośrodkach. Może w ograniczonym stopniu, ale nikt ich nie wyrzucił z nich. Tak jak nas - powiedział Haratyk.


Zauważył on, że gdyby nie solidarność społeczeństwa i pomoc szpitalom, to sytuacja byłaby naprawdę fatalna.

- Takie mamy czasy i taki mamy rząd. Dla nich nie liczą się ludzie, ale kampania wyborcza i stołki. Tak jednak zawsze było. Po naszych sukcesach wycierają sobie gęby naszymi nazwiskami, ale kiedy trzeba pomóc to jest, jak jest - przyznał bez ogródek nasz znakomity kulomiot.


Haratyk w ostatnim roku miał problemy ze zdrowiem. Musiał przejść operację łokcia.

- Teraz, kiedy o tym nie myślę, więc jest dobrze. Nic się nie dzieje - powiedział.

Zapytany o przeniesienie igrzysk olimpijskich w Tokio na przyszły rok, odparł: - To świetny pomysł. Pod każdym względem. I ze sportowego punktu widzenia i jeżeli chodzi też o sytuację z pandemią, jaką mamy. Nie było innego wyjścia. Gdyby igrzyska odbyły się w terminie, to byli głupi.


źródło: onet sport