Naukowcy pracują nad pigułką zastępującą trening.


Wyobraź sobie, że łykasz pigułkę, a następnego dnia budzisz się silniejszy, smuklejszy i bardziej wytrzymały. Nieźle, co? To nie scenariusz "Limitless" na sterydach, tylko jak najbardziej prawdopodobna wizja przyszłości sportu. Czy za kilka lat mordercze treningi odejdą do tej samej krainy, co listy i kasety VHS?


Ci, którzy nie znoszą ćwiczyć i marzą o magicznej pigułce, dzięki której schudną nie wstając z fotela, mogą się zawieść. Mimo że leki, nad którymi pracują obecnie co najmniej dwa zespołów naukowców, mają zastąpić ćwiczenia, nie są tworzone z myślą o kanapowych leniach.

Wszyscy specjaliści podkreślają, że chcą stworzyć środek mający pomóc osobom, które nie są w stanie ćwiczyć z powodu stanu zdrowia - otyłym, niepełnosprawnym, z chorobami powodującymi zanik mięśni itp.

Działanie takiego leku ma bazować na stymulowaniu organizmu do wywołania efektów, jakie dają ćwiczenia - np. większej wytrzymałości, ale też utrzymywania odpowiedniej wagi. Chodzi o to, by znaleźć substancję zdolną do pobudzenia konkretnego algorytmu genetycznego, dzięki któremu organizm czerpie korzyści z ćwiczeń.

Jaki? Tego naukowcy nie zdradzają, ale przyznają, że udało im się już zidentyfikować mechanizm, który "zachęca" mięśnie do spalania tłuszczu zamiast węglowodanów (tak, jak to robią profesjonalni sportowcy).

Naszym celem jest zrozumienie tych reakcji. Chcemy stworzyć lek, który zadziała na system, jaki naturalnie aktywuje się w trakcie wysiłku - tłumaczy Ronald Evans z kalifornijskiego Salk Institute for Biological Studies, który prowadzi badania nad "magiczną pigułką".

Zespół Evansa ma już potencjalną podstawę dla stworzenia takiego środka. To związek chemiczny o tajemniczej nazwie 516, nad którym eksperci pracują już od 2007 roku. Tymczasem zdecydowanie bliżej, bo w Wielkiej Brytanii, podobne badania prowadzi zespół naukowców pod kierunkiem prof. Ali'ego Tavassoli'ego z Britain's University of Southampton.

Oszukać komórki Specjalista odkrył związek o równie enigmatycznej nazwie 14. Zgodnie ze słowami samego profesora, substancja ma "oszukiwać" komórki w ludzkim organizmie tak, by "sądziły", że zabrakło im energii. Naukowiec zdradza, że "przez szereg działań na poziomie molekularnym (cząsteczkowym)" są one pobudzane do metabolizowania cukru, dzięki czemu powstaje energia.

W związku z tym, że związek 14 rozkłada cukier, jego odkrywca liczy, że przyda się w leczeniu cukrzycy, zespołu metabolicznego, otyłości, nadciśnienia, a także podwyższonego poziomu złego cholesterolu i cukru we krwi.

Na razie substancja była testowana na otyłych myszach. - Poprawiła u nich tolerancję glukozy i i zmniejszyła masę ciała - mówi Tavassoli i dodaje, że mimo obiecujących wyników, na testy "czternastki" na ludziach trzeba będzie jeszcze poczekać.

Związek 516 doczekał się już testów na osobach chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne'a. - Ta choroba dotyka dzieci, które nie są w stanie ćwiczyć i ostatecznie umierają z powodu wyniszczenia mięśni, często we względnie wczesnym wieku - 15 lub 16 lat - tłumaczy dr Evans. Specjalista uważa jednak, że opracowany przez niego związek sprawdzi się również w leczeniu szeregu innych chorób, w tym stwardnienia zanikowego bocznego, choroby Parkinsona i choroby Huntingtona, a także u osób na wózkach inwalidzkich.


"Nie ma sposobu, by zapobiec nadużyciom"

Naukowcy mają pełną świadomość tego, że opracowany przez nich lek zainteresuje zarówno profesjonalnych sportowców, jak też osoby szukające łatwego sposobu na schudnięcie. Czy mają na to jakieś rozwiązanie?

Nie, ale i tak są dobrej myśli. - Niestety, tak, jak z wieloma innymi lekarstwami, nie ma sposobu na to, by zapobiec nadużyciom. Ale potencjalne korzyści dla milionów chorych przewyższają obawy związane z tym, że sportowcy też będą go stosować - mówi Tavassoli.

Wtóruje mu Evans, który sam gra w tenisa i uprawia wspinaczkę, ale, jak twierdzi, nigdy nie próbował 516. - Ludzie są stworzeni do ruchu. Jeśli nie są w stanie tego robić, to niezdrowe. Dlatego pracujemy nad lekiem na to. Chcemy zmienić ich życie - podsumowuje.

O ile nad sportowcami-amatorami i osobami chcącymi poprawić formę bez wysiłku może być trudno utrzymać kontrolę, to profesjonaliści raczej nie powinni pokładać nadziei w "pigułce na schudnięcie". Substancja 516 już została wpisana na listę "zakazanych" przez Światową Agencję Antydopingową. Dr Evans dodaje, że "jej przyszłe wersje na pewno też na nią trafią".



Filip Przybylski
Źródło: The Washington Post.