Okładka z otyłą modelką głosi, to jest zdrowe!

Zagraniczne media szeroko komentują najnowsze wydanie magazynu „Cosmopolitan”. Wszystko przez okładkę, na której widzimy zdjęcie kobiety z otyłością opatrzone komentarzem „This is healthy!”. Czy to na pewno dobra droga w walce o samoakceptację, burzenie szkodliwych społecznie stereotypów i ogólnie pojmowaną ciałopozytywność?



Niebawem do kiosków w Wielkiej Brytanii zawita lutowe wydanie magazynu "Cosmopolitan". Tym razem na okładce będzie można zobaczyć m.in. modelkę plus size w jednej z pozycji jogi. Co więcej fotografia okraszona zostanie napisem "To jest zdrowie". Kontrowersyjny brytyjski dziennikarz, Piers Morgan, twierdzi, że pomysł gazety jest "skrajnie nieodpowiedzialny".


Piers Morgan przyzwyczaił widzów "Good Morning Britain" do tego, że rzadko kiedy da się go "przegadać". Ostatnio dziennikarz programu śniadaniowego postanowił wziąć na warsztat temat głośnej okładki "Cosmopolitana", w którym wystąpiła kobieta o rozmiarze plus size. Brytyjczyk stwierdził, że pismo nawet nie kryje się z tym, iż promuje otyłość



Do zmiany zdania chciała zachęcić go jego rozmówczyni, Samantha Coote. Niestety, próba przekonania prowadzącego do swojej racji nie powiodła się.


Mam rozmiar 48, zdrowo się odżywiam, jestem instruktorką Zumby, ale patrzycie na mnie i mówicie, że nie jestem zdrowa. Pewnie jestem zdrowsza od większości ludzi. Zasługuję na to, żeby być na okładce magazynu. Czemu też nie mogę być celebrowana? – głowiła się na antenie telewizji.

Na odpowiedź Morgana nie trzeba było długo czekać.


Nie ma czego celebrować w byciu otyłym podczas pandemii. Nie ma nic wstydliwego w byciu osobą otyłą, ale nazywanie tej przypadłości "czymś zdrowym" na okładce magazynu jest skrajnie nieodpowiedzialne – ocenił dziennikarz.

W dyskusję wdała się też współprowadząca program Susanna Reid. – Myślę, że pokazanie na okładce osoby z nadwagą wykonującą ćwiczenia i dbającą o zdrowie nie jest złym pomysłem – dodała.


Stop kultowi idealnej sylwetki: krótka historia body shamingu

Przez ostatnie dziesięciolecia kanony urody stały się tak rygorystyczne i szkodliwe (przyczyniając się m.in. do zaburzeń odżywiania wśród nastolatek, czy nierealistycznego obrazu ludzkiego ciała w filmach pornograficznych), że najwyższy czas, by powiedzieć perfekcjonistycznej dyktaturze „dosyć”. Co do tego, że stereotypy szczupłej, wiecznie uśmiechniętej i wymalowanej kobiety, czy napakowanego i w każdej chwili gotowego do odbycia stosunku mężczyzny są krzywdzące, mało kogo z nas trzeba przekonywać. Problem pojawia się w momencie, gdy usiłujemy podejść do sprawy bardziej konkretnie i ustalić jakieś ramy tego, co powinno być społecznie akceptowane, a co nie.


Tak narodziło się m.in. pojęcie body shamingu („zawstydzania ciałem”), którego zwykle używamy, gdy chcemy powiedzieć, że ktoś wytyka komuś jego fizjonomiczne niedoskonałości, aby go zdeprecjonować. W zależności od tego, na jakiej cesze skupia się atakujący, pojęcie to może przybierać różne formy — od uderzającego w osoby z nadwagą fat-shaming aż po przykre komentarze pod adresem osób z odwrotnym problemem, składających się na tzw. skinny-shaming.





Kasia Skowrończyk
źródło: spidersweb.pl 
natemat.pl