Otwarcie albo bankructwo.


Epidemia koronawirusa sprawiła, że wielu przedsiębiorców nie może normalnie funkcjonować. Obostrzenia uległy nawet zaostrzeniu. Wielu przedsiębiorców pomimo zamknięcia działalności przez obostrzenia nie otrzymała lub nie "załapała" się na pomoc z tarczy antykryzysowej. Wielu z nich ryzykuje i otwiera się bo nie ma innego wyboru, to ich być albo nie być...



Walka o przetrwanie

Właściciel jednego z centrów rozrywki w Zamościu, gdzie można zarówno zjeść posiłek jak i wziąć udział w "laserowym paintballu", postawił wszystko na jedną kartę. W środę 6 stycznia wznowił działalność, pomimo zakazu. - Nie doczekamy się pomocy, żadnej tarczy nie dostaliśmy - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl.


Po długich namysłach rozmowach z radcami prawnymi, adwokatami nie jesteśmy w stanie czekać w nieskończoność na pomoc państwa. Ratujemy się sami - czytamy na Facebooku lokalu.

"Nie dostaliśmy żadnej tarczy"

Determinacja przedsiębiorcy wynika z braku pomocy od państwa. Jak wyjaśniał w rozmowie z Gazeta.pl do żadnej tarczy nie został zakwalifikowany. Wszystko przez to, że urzędnicy porównywali działalność prowadzoną przed rozbudową z działalnością podjętą po dokonaniu dodatkowych inwestycji. Lokal rozrósł się bowiem z 200 m kw. do ponad 1000 m kw.

- Przed pandemią mieliśmy jedną atrakcję dla naszych gości, teraz mamy ich więcej. Ale to sprawiło, że nie dostaliśmy żadnej tarczy - stwierdził właściciel obiektu w rozmowie z next.gazeta.pl. - Jeżeli będziemy czekać na lepsze jutro, to się tego jutra nie doczekamy - dodał.

To nie bunt przedsiębiorców, to ostatnia deska ratunku...

Doniesienia o przedsiębiorcach, którzy próbują prowadzić działalność pomimo zakazu, pojawiają się co jakiś czas. W przypadku jednej z siłowni tego typu działania zakończyły się wizytą policji. "Podczas kontroli policjanci zastali w lokalu jedną osobę z obsługi i 15 ćwiczących osób. Wszyscy zostali wylegitymowani. Wobec nich prowadzone będą czynności wyjaśniające o wykroczenie. W związku ze złamaniem obowiązujących obostrzeń policjanci skierują notatki służbowe do Państwowej Inspekcji Sanitarnej, która może nałożyć na te osoby wysokie kary pieniężne. Do sądu, wobec tych 16 osób, zostaną także skierowane wnioski o ukaranie za popełnione wykroczenie" - podała policja w komunikacie.


Światełko w tunelu


Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu stwierdził, że sanepid niesłusznie ukarał fryzjera z Prudnika 10 tysiącami złotych grzywny. Uznał, że takie kwestie nie mogą być regulowane w rozporządzeniu, a rząd nie wprowadził stanu klęski żywiołowej, więc nie może ograniczać konstytucyjnych praw i wolności.


Sąd uchylił decyzję sanepidu, umorzył postępowanie administracyjne w całości, a ponadto zasądził od opolskiego sanepidu zwrot kosztów postępowania sądowego w kwocie 697 zł. Wyrok nie jest prawomocny.


- Sąd stwierdził, że w treści rozporządzenia można ustalać tylko pewne kwestie techniczne, a wszelkie ograniczanie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej czy swobód obywatelskich, wynikających z konstytucji powinno być wprowadzane w drodze ustawy, jeśli nie mamy wprowadzonego stanu klęski żywiołowej - tłumaczy w rozmowie z money.pl Piotr Walczak, adwokat z kancelarii Walczak Wasielewska Adwokaci.


Jak wyjaśnia, kancelarie prawne są zasypywane podobnymi sprawami, bo przedsiębiorcy liczą na takie samo potraktowanie przez inne sądy. Te zaś będą prawdopodobnie orzekać w podobny sposób, co WSA w Opolu.


Wyrok na pewno pomoże tym przedsiębiorcom, którzy zaczynają się odwoływać od decyzji sanepidu. Będą się teraz na niego powoływali - tłumaczy Walczak. Jak podkreśla, tylko w jego kancelarii jest już kilkanaście takich spraw, a kolejne na pewno będą się pojawiały. - Kary nakładane przez sanepid są na tyle wysokie, że zdecydowana większość przedsiębiorców odwołuje się od nich do sądów - dodaje.


Grzywny nie, ale odszkodowania też nie


Odwoływanie się od nałożonych przez sanepid kar to nie wszystko. Część przedsiębiorców domaga się od państwa odszkodowań za lockdown.

Część branży turystycznej już złożyła do sądu pozew zbiorowy, w sądach - póki co indywidualnie - walczą też hotelarze. Pozwanym jest Skarb Państwa. Przedsiębiorcy tłumaczą, że dostosowali się do obostrzeń i zamknęli swoje biznesy, więc domagają się odszkodowania za poniesione straty.


Jednak w tym przypadku uzyskanie odszkodowania będzie trudne. Tym bardziej, że premier Mateusz Morawiecki złożył już wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, by ten orzekł, iż sądy nie mogą decydować o konstytucyjności wprowadzanych przez rząd restrykcji.


- Ma to zamknąć tylko drogę do odszkodowań dochodzonych przez przedsiębiorców z tytułu niezgodnego z prawem ograniczenia możliwości prowadzenia działalności. To, co w tym momencie jest w Trybunale Konstytucyjnym, czyli wniosek złożony przez premiera Mateusza Morawieckiego, dotyczy wyłącznie odszkodowań, nie ma wpływu na decyzje o zwalnianiu przedsiębiorców z płacenia kary do sanepidu - tłumaczy Piotr Walczak.


Jeśli TK pod wodzą Julii Przyłębskiej wyda orzeczenie zgodne z linią rządową, przedsiębiorcy właściwie będą mogli zapomnieć o jakichkolwiek odszkodowaniach.


Kolejni Polacy wygrywają w sądach z policją ścigającą za nienoszenie maseczek.

Lider bydgoskiego klubu Konfederacji Damian Gastol jest kolejnym Polakiem, który wygrał w sądzie z policją. Funkcjonariusze wnieśli o ukaranie go, bo nie nosił maseczki… na pustym chodniku.


Sąd uznał, że przepisy z telewizora nie obowiązują. Jak długo będziemy marnować czas służb i sądów na egzekwowanie bezprawnych absurdalnych przepisów? – skomentował wyrok Marcin Sypniewski, wiceprezes Kongresu Polskiego Biznesu, Sekretarz Konfederacji Wolność i Niepodległość.

Czas odwetu, policjanci będą pozywani?

Okazuje się, że rozwiązaniem mogą być masowe pozwy o odszkodowanie wobec funkcjonariuszy za bezprawne i nielegalnie wystawiane mandaty i wnioski do sanepidu. Jak wskazuje portal „Czas Finansów” mandaty i wnioski o ukaranie karą finansową do sanepidu, które wystawiali poszczególni policjanci w czasie epidemii, okazują się być nie tylko bezprawne, ale i naruszające konstytucję.

Jak wskazuje serwis teraz niemal każda osoba i firma, która została ukarana na podstawie rozporządzenia, a nie ustawy przez policjanta może teraz go pozwać o naruszenie dóbr osobistych bezprawnym mandatem i wnioskiem. Prawnicy oceniają, że domagać się możemy 10 tys. złotych, a jeśli wskutek wniosku do sanepidu ten nałożył karę finansową i przeprowadził egzekucję skarbową to można w powództwie żądać nawet 20 tysięcy złotych!


Pozwani policjanci będą musieli płacić kary z prywatnych majątków, niezależnie od tego, jaki Sąd uzna stopień współwiny Skarbu Państwa. Dziennikarze portalu wskazują, że wizja ta już wywołała popłoch wśród policji.


– Nasi informatorzy twierdzą, że niektórzy policjanci byli nadzwyczaj aktywni w wystawianiu mandatów i wniosków do sanepidu co sprawia, że jeśli wszyscy bezprawnie przez nich ukarani by ich pozwali to grozi im nawet ponad 100, czy 200 tysięcy złotych odszkodowań, które będą musieli płacić z własnych majątków i pensji. Niezależnie od winy policji jako formacji, czy Skarbu Państwa. To Sędziowie będą decydować – podkreśla „Czas Finansów”.


źródło:
money.pl
businessinsider.com.pl
gazeta.pl